• Odwiedziło nas: 609060 osób
  • Do końca roku: 342 dni
  • Do wakacji: 150 dni
Wtorek, 2018-01-23
Imieniny:
Fernandy, Jana

Szkolni literaci

Jesteś tu: » Strona główna » Twórczość uczniowska » Szkolni literaci

Szkolni literaci

"Wycieczka w kosmos"

27 listopada cała nasza klasa z radością przyjęła informację ,że za świetne wyniki w nauce wybierzemy się na wycieczkę w kosmos.

Spakowani zmierzaliśmy w kierunku statku kosmicznego. Każdy z uczniów miał walizkę, wypełnioną najważniejszymi rzeczami. Na pokładzie przydzielono nam przewodników. Zaplanowano tam dla nas dużo ciekawych atrakcji, takich jak: skate park, park wodny, odwiedzanie sklepów z pamiątkami. Ja natomiast najwięcej czasu spędziłam z przyjaciółmi. Po obiedzie wyszliśmy ze statku. Było cudownie. Maszyny współpracowały ze sobą. Nawet coś mówiły ,ale nie rozumiałam ich. Postanowiliśmy podejść do jednej z nich i się przywitać. Niestety, polskich słów nie rozumiały. Posługiwały się językiem oprogramowania ,,Asler”. Udało nam się jednak nawiązać z nimi kontakt. Spytaliśmy o drogę do ambasady Ziemian. Wszędzie można było dostrzec elektropijawki, elektroptaki, elektrokwiaty, elektopająki. Gdy dotarliśmy do hotelu, każdy powędrował do swojego pokoju. W nocy obudziły mnie głośne huki. Spojrzałam przez okno. Mimo tego ,że nastała noc, było jasno. Przypomniałam sobie wiadomości o wojnie na tej planecie pomiędzy Aretianami (dużymi, silnymi robotami) a Elektrorianitami (sprytnymi, mądrymi robotami). Zorientowałam się ,że atakują nasz hotel. Obudziłam wszystkich, krzycząc przeraźliwie i biegając po korytarzach. Za oknem z drugiej strony było spokojnie. Zaczęliśmy uciekać. Pobiegliśmy w stronę statku. Dotarliśmy cali i zdrowi. Po chwili odlecieliśmy.

Przed szkołą zauważyliśmy ,że jest nas trochę za dużo. Maszyna Setra z tamtej planety, uciekając przed walczącymi robotami, pobiegła za nami. Nikt nie chciał jej przyjąć do siebie, więc ja się zgłosiłam. Poszłam z Setrą do domu.

I tak zakończyła się moja opowieść, którą spisałam tego samego dnia. Była to niesamowita przygoda. Nigdy tego nie zapomnę.

Weronika Tokarz VI A

 

 

"Moja wycieczka poza przestrzeń okołoziemską"

Pewnego dnia wybrałam się z moją klasą na wycieczkę poza przestrzeń okołoziemską. Była ona zorganizowana w celu sprawdzenia, czy istnieją istoty pozaziemskie.

 Na początku podróż przebiegała spokojnie. Za oknami statku kosmicznego było widać naszą planetę. Wyglądała ona jak okrągły, kolorowy balonik. Z każdą minutą oddalaliśmy się coraz dalej. Po godzinie lotu w końcu zobaczyłam Księżyc, na którym mieliśmy wylądować. Założyłam skafander i podłączyłam do niego butlę z tlenem. Gdy byliśmy już gotowi do wyjścia, drzwi się otworzyły i każdy z nas ruszył na poszukiwanie istot pozaziemskich. Szukaliśmy w grotach i jaskiniach, ale nikogo tam nie było.

W pewnym momencie coś nam przebiegło drogę i zatrzymało się. Był to niebieski stworek. Miał jedno oko i cztery ręce. Jego głowę okrywały cztery czerwone warkoczyki. W rękach trzymał różowe kwiaty.

 W pewnym  momencie powiedział do nas:

- Witajcie na mojej planecie. Skąd przybywacie? Ja mam na imię Pimpek.

- Przybywamy z planety Ziemia. Czy jest ktoś poza tobą na Księżycu?

- Nie, jestem tylko ja. Zajdziecie do mnie na poczęstunek?

- Niestety, nie możemy. Musimy już wracać. Może następnym razem. Do zobaczenia.

- Cześć! Wpadnijcie kiedyś do mnie.

Poszliśmy do statku i ruszyliśmy w drogę do domu.

Nigdy nie zapomnę Pimpka . Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go odwiedzę.

Kinga Wysocka kl. VI A

 

 

"Wycieczka poza przestrzeń okołoziemską"

Pewnego razu wybrałam się z całą moją klasą na wycieczkę poza przestrzeń okołoziemską. Wyprawa była zorganizowana w celach naukowych.

Gdy lecieliśmy statkiem kosmicznym, widzieliśmy różne planety, a także naszą Ziemię. Wyglądała ona jak mała piłeczka. Po dwóch godzinach lotu byliśmy już na Wenusie. Wysiedliśmy z pojazdu i wyruszyliśmy na poszukiwanie obcych. Minęło wiele czasu i niczego nie znaleźliśmy. Mieliśmy zamiar wracać z powrotem, gdy nagle przed nami stanął dziwny robot. Był wysoki, zrobiony z metalu. Miał małe oczy, włosy z drutów, dwie nogi i ręce. Zapytałam się go:

- Jak masz na imię?     

- Nazywam się Henio.

- Skąd tu przybyłeś?

- Ja mieszkam tu z resztą moich przyjaciół.

- A czy możesz nas do nich zaprowadzić?

- Oczywiście!

I tak skończyła się nasza rozmowa. Szliśmy za tą maszyną i po kilku minutach znaleźliśmy się w królestwie elektroniki. W powietrzu latały elektromuchy. Na żelaznych drzewach siedziały cyberptaki i elektromotyle. Było tam wiele innych owadów i zwierząt. Poznaliśmy wszystkich znajomych Henia. Nasz nowy kolega oprowadził całą grupę po królestwie. Niestety, musieliśmy wracać do szkoły. Wszyscy mieszkańcy Wenus odprowadzili nas do statku i pomachali na pożegnanie.

Gdy wróciliśmy do szkoły, rodzice już na nas czekali. Opowiedzieliśmy opiekunom całą historię o królestwie, ale oni nie wierzyli. My nigdy nie zapomnimy tej przygody.

Karolina Bargielska kl. VI A

 

 

"Opis smoka"
Niedawno czytałam bardzo ciekawą książkę o smokach.  Opisano i narysowano tam jednego z tych strasznych potworów. W mojej wyobraźni wyglądał on nieco inaczej. Zaraz go przedstawię.

Bazyliszek to bardzo duże, budzące grozę smoczysko. Jego olbrzymie ciało pokrywała pomarańczowo- zielona skóra. Głowa w porównaniu do reszty tułowia była mała. Duże, czarne oczy wyglądały niczym dwa węgielki. Zamiast nosa miał długi, wystający pysk. Co jakiś czas dało się zauważyć, jak zionie ogniem. Na grzbiecie i ogonie potwór miał wielkie i ostre kolce. Gigantyczne, ciemnozielone łapy zakończone były długimi pazurami. W jego ogromnym brzuchu, jak się domyślam, leżały kości ludzi i zwierząt. Smok poruszał się ociężale, z ogromnym trudem. Jego wygląd budził strach i przerażenie wśród tych, którzy mieli okazję go zobaczyć.

Myślę, że gdybym zobaczyła smoka na żywo, też bardzo bym się bała.

Ola Bieńczyk kl. Vb

"Zimowe opowiadanie"

Pewnego zimowego popołudnia wracałam ze szkoły. W pewnym momencie wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje.
Dzień był mroźny, a powietrze kryształowo czyste. Nagle zobaczyłam bałwana, który uśmiechał się do mnie i powiedział:
- Jestem Sopelek. A ty jak masz na imię?
Byłam tak zdziwiona, że nie mogłam wydobyć głosu.
- Mam na imię Zosia.- odpowiedziałam po chwili. Bałwan opowiedział mi, że ożył, aby spełnić trzy życzenia pierwszego dziecka, jakie dziś zobaczy.
- Wypowiedz swoje marzenie.- poprosił mnie.
- Chcę, by wyrosły mi skrzydła - krzyknęłam podekscytowana. Po chwili poczułam, że unoszę się w powietrzu. Poszybowałam nad oszronionym lasem. Nigdy nie zapomnę tego niecodziennego uczucia. Potem jakiś śniegowy stworek zaprosił mnie do fabryki, w której wytwarza się śnieg, szadź i szron. Zwiedzanie tego miejsca zajęło mi bardzo dużo czasu.
- Czekam na twoje drugie życzenie - zachęcał bałwan.
- Chciałabym pójść na królewski bal - westchnęłam błagalnie.
- Dobrze ! Baw się wspaniale ! - odparł Sopelek i znikł.
A ja znalazłam się na sali balowej. Tańczyłam z wieloma partnerami, poczęstowano mnie przepysznym podwieczorkiem, a w dodatku wygrałam konkurs na najciekawszy strój. Trzecie życzenie było wprost nie do spełnienia. Zapragnęłam pojechać do domu Świętego Mikołaja. I spełniło się! Mikołaj powitał mnie bardzo serdecznie. Pokazał całą swoją pracownię, gdzie robione są zabawki. Pozwolił też pobawić się z reniferami. Gdy nastał
wieczór, wróciłam do swojego domu. Zmęczona szybko usnęłam.
Kiedy wstałam
rano, wydawało mi się, że to tylko sen. Zobaczyłam jednak na szafce dzwoneczek podarowany mi przez Mikołaja.
- To wszystko zdarzyło się naprawdę! - szeroko uśmiechnęłam się szczęśliwa.

Kasia Jurczak kl. Vb

Jesienią w przyrodzie wszystko się zmienia. Ledwie zdążyliśmy się przyzwyczaić
do bujnej, pachnącej zieleni krzewów, drzew, a nawet traw, to już obserwujemy
zmianę w otaczającej nas roślinnej kolorystyce.
Zieleń ustępuje miejsca ciepłym barwom wrześniowej damy. Można to wszystko
zaobserwować w miejskich parkach. Spacerując alejkami słyszymy, jak pięknie
szeleszczą pod nogami suche liście. Możemy zauważyć parkowe ławki pokryte
złoto - żółtymi dywanikami. Co chwilę obserwujemy wyczyny wiatru, który bawi
się liśćmi - rozrzuca je po trawnikach i układa z nich różne kompozycje na
pożółkłej trawie.
Jesień to nie tylko złote, czy szaro-złote dary. Jesień to także czas, w którym
podziwiamy smak i piękno dojrzałych owoców. W parku możemy spotkać kiście
czerwonej jarzębiny, żołędzie, za którymi uganiają się wiewiórki, dziki bez, czy
czerwone nasiona dzikiej róży. Parkowe klomby, które latem ożywiały wszystko
swoją bogatą kolorystyką, teraz przypominają o bliskim nadejściu zimy.
Wszystkie drzewa i krzewy gubią liście. Wkrótce wynurzą się badyle krzewów,
oraz nagie pnie i konary roślin. Nie będzie zielonej trawy, pachnących ziół i
kwiatów. Nie będzie niczego.

Szkoda, że piękna, złota jesień trwa tak krótko!
Piotr Rybicki kl. VIc


"Opis jeża"
Pewnego dnia wybrałam się z rodzicami do lasu. Spotkałam tam kilka zwierząt,
jednak najbardziej zaciekawił mnie jeż.
Był bardzo malutki, ale pięknie
prezentował się wśród kolorowych liści. Niewielkiego ryjka prawie nie było
widać spod wystających z pleców igiełek. Mimo to dostrzegłam drobne,
czarne oczka i spiczasty nosek.
Nieduży pyszczek służył mu do poszukiwania pożywienia. Drobne kolce z
początku przypominały dużą szyszkę. Były szaro - brązowe i dosyć ostre.
Na ich wierzchu leżało dorodne, czerwone jabłko. Gdy wiatr zawiał mocniej,
stoczyło się na zimną ziemię. Zwierzak wstał i dopiero wtedy zobaczyłam jego
małe nóżki. Bardzo się zdziwiłam, że taka kuleczka z wielką łatwością się na
nich  utrzymywała.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wybierzemy się na długą wycieczkę i znów
będę mogła podziwiać wspaniałe „dary natury”.


"Opis obrazu"
"Martwa natura z brzoskwiniami" to obraz mało znanego polskiego
malarza - Stanisława Babczyńskiego. Został ukończony 30 sierpnia 2006 roku.
Malowidło przedstawia martwą naturę. Owoce i czarę do wina ustawiono
na stole. Na pierwszym planie znajdują się trzy brzoskwinie ułożone w piramidkę.
Dwie dolne są pomarańczowo - żółte, a ta górna jeszcze zielona. Na nich są
oparte półprzezroczyste, zielone winogrona z czerwonymi plamkami. Wśród tych
owoców wiją się zielone pędy winorośli, a gdzieniegdzie odstają od nich na
częściowo wyschnięte liście. W górnej części obrazu wyłania się gliniana czara.
Być może to symbol szlachetnego przeznaczenia tych owoców na wino lub sok.
Tło tworzą odcienie koloru niebieskiego, zielonego i czerwonego.
Jest to dzieło statyczne, które budzi we mnie pogodny, jesienny nastrój.
Piotr Rybicki kl. VIc

"Bajka o kocie Szaraku"

Dawno, dawno, temu, gdzieś za górą, obok rzeczki

Przy miasteczku, tuż przy lasku

Stał sobie mały, śmieszny domek.

Cztery ładne koty w nim mieszkały,

Piękne, długie wąsy miały.

Był też piąty-

-Kot- nie kot

Wąsów nie miał i ogona.

Cóż za wstyd! Rodzina w żalu i smutku pogrążona.

Cała czwórka: Pięknowąsy, Pięknowąsa, Cudniś i Cudeńka

Śmieli się z piątego obskubanego!

My znać ciebie-dziś nie chcemy!!!

Ruszaj w drogę i o ogon się postaraj!

Biedny Szarak ruszył w drogę,

Szukał wąsów i ogona.

Szedł dni trzysta czy czterysta

Zliczyć już nie mogę.

Mijał góry, łąki, lasy,

Zamki, chaty i szałasy.

Gdy napotkał Sowę,

Ta mu rzekła mądrze:

Gdy dorośniesz chłopcze

Rozumu nabędziesz,

Na pewno skarb swój zdobędziesz!

Ruszaj w drogę do domu

Niech cię serce prowadzi.

Ze spuszczoną głową,

Kroczył Szarak do domu.

Gdy u progu stanął

Cud stał się znakomity

Mały kociak dorosłym stał się kocurem.

Krok dostojny, wojskowy,

Wąs sumiasty,

A ogon!!!!!!!!!!!!!!!!

A ogon niczym wachlarz z pawich piór

Radości z odkrycia było co nie miara.

Bo tym razem ten ostatni pierwszym się okazał.

Morał z opowieści taki…

Cierpliwością i pracą

Ludzie się bogacą!

Mateusz Kacper Wiszowaty kl. VI b                                       


                                                   wróć




Opracowanie: szkolnastrona.pl